Ljubica

Herodot - Dzieje

Fragmenty pierwszej księgi "Dziejów" Herodota w przekładzie Seweryna Hammera, które szczególnie mnie urzekły:

O wojnie trojańskiej (4):
"Zdaniem Persów, porywać niewiasty jest czynem ludzi niesprawiedliwych, ale z powodu porwanych zawzięcie uprawiać dzieło zemsty mogą tylko nierozumni; rozsądni ludzie zgoła nie troszczą się o porwane kobiety; boć przecie to jasne, że gdyby same nie chciały, nie zostałyby uprowadzone."

O zwyczajach Persów (133):
"Winu nader hołdują; jednak nie wolno u nich w obecności drugiego rzygać albo moczu oddawać. Tego u nich ściśle się przestrzega. Dalej mają oni zwyczaj po pijanemu obradować nad najbardziej poważnymi sprawami; co zaś podczas obrad postanowią, to nazajutrz trzeźwym przedkłada gospodarz domu, u którego się naradzali. I jeżeli to im także w trzeźwym spodoba się stanie, rzecz wykonują; jeżeli nie spodoba się, odrzucają. A co na trzeźwo przedtem uradzili, to po pijanemu jeszcze raz biorą pod rozwagę."

01:01 - 2010-Feb-25 - comments {0}

Krótko

Prawie na pewno znajdziesz czas, żeby być.

Prawie na pewno znajdziesz czas, żeby mieć.

Problem polega na tym, że nie zawsze widać w tym sens.

W zdobywaniu i byciu.

W osiąganiu i trwaniu.

Zawsze pozostaje jedno nieustępliwe pytanie,

które zabiło więcej ludzi

niż wszystkie armie świata:

dlaczego?

23:40 - 2009-Nov-28 - comments {0}

Kuracja religijna

W ramach poszukiwania materiału do przemyśleń wybrałam się dzisiaj (o jakże "oryginalnie") do kościoła. Posiedzieć, pomyśleć, przyjrzeć się ludziom wokół mnie, poczuć na nowo atmosferę tego miejsca. Dawno tam nie byłam. Ostatnim razem... ze dwa lata temu? Nie pamiętam dokładnie.

Dzień Wszystkich Świętych. Tłumy ciągną do kościoła. W budynku tłok, tupanie butów o posadzkę, szeptane pozdrowienia, ktoś przyklęka, robi znak krzyża, modli się. Ktoś inny siedzi zamyślony, jakby nieobecny. Dzień refleksji o przemijaniu. O śmierci? Z ambony słychać głos młodziutkiego księdza, który stara się przekonać obecnych, że człowiek nie umiera. Żyje wiecznie.

Rozglądam się wokół. Ludzie jakby odetchnęli z ulgą. Potrzebują zapewnienia, że ich życie ma jednak sens, to sprawia, że mają siłę codziennie zmagać się z monotonią pracy, trudem wychowywania dzieci, szarością, beznadzieją, nudą. Ich wysiłek, ich poświęcenie zostaną jednak docenione! I ludzie czują się lepiej- o ileż przyjemniej cierpi się w przekonaniu, że nasze cierpienie ma sens! Cierpienie bez tego przekonania jest nieznośne, grozi depresją... Lepiej zapobiegać niż leczyć, nie?

Kilka następnych zdań kazania dotyczyło tego, czego prawdziwie wolny człowiek powinien chcieć. Dla tych, którzy jeszcze nie zostali uświadomieni: prawdziwie wolny człowiek chce wierzyć w Boga. Nie musi, ale chce. Żeby iść do nieba, trzeba chcieć wierzyć w Boga. Jak nie będzie chciał to do nieba nie pójdzie. Czyli właściwie musi chcieć. I to ma być niezaprzeczalny dowód jego wolności. Ludzie poczuli się jakby bardziej wolni, przecież oni chcą musieć chcieć, a teraz jeszcze im ktoś wyjaśnił, że jest to niezaprzeczalny dowód na to, że są wolni.

Znów atmosfera stała się jakby lżejsza. Jakże nie być radosnym, skoro jesteśmy wolni i nasze życie ma sens? Zmarli żyją, po naszej śmierci ich spotkamy, przy odrobinie szczęścia obalimy pół litra z nieżyjącym od pół wieku dziadkiem, pójdziemy na plotki z sąsiadką zmarłą na raka przed rokiem. Będziemy szczęśliwi. Non stop. 24h na dobę. Do obrzydzenia. Czyż to nie cudowna perspektywa?

Obserwuję ludzi. Coniedzielna kuracja daje niezawodne efekty - pacjent czuje się lepiej, nabiera otuchy, pogodził się z chorobą zwaną życiem, bierze przepisane lekarstwa, czuje nierozerwalną więź z innymi pacjentami. Szpital czy hospicjum? Wariatkowo? Nieważne. Ważne jest tylko to, że pacjenci nie szarpią się zbytnio w kaftanikach, są zadowoleni z oferowanych usług, a kiedy rzeczywistość doskwiera - pod ręką znajdzie się lek przeciwbólowy.

To wygodne, to cudowne, to... potrzebne! Móc wierzyć. Tak bezwarunkowo, bez wątpliwości, bez refleksji. Cenny dar, który utraciłam tak dawno temu...

20:17 - 2009-Nov-1 - comments {0}

Na ustach grzechu

Od dłuższego czasu czytałam Niezwykle Poważne Książki, ze szczególnym uwzględnieniem rozpraw filozoficznych oraz ton opracowań z zakresu starożytności. Koniec z tym. Wakacje oznaczają lekturę niezobowiązującą. A więc... "Na ustach grzechu" Magdaleny Samozwaniec.

Tytuł niespecjalnie zachęca do lektury, podobnie okładka, a jednak cieszę się, że zaufałam znajomej: książkę tą należy polecić wszystkim tym, którzy od dawien dawna nie śmiali się głośno. Czytałam różne parodie, większość uznałam za dosyć płytkie, ta książeczka jednak sprawia, że zaczynam wierzyć w siłę słowa pisanego. Kpina, paszkwil, groteska. Słowem: polecam!

Na zachętę kilka fragmentów, jakie sprawiły, że podczas dzisiejszej podróży autobusowej zwracałam na siebie uwagę coraz głośniejszymi wybuchami śmiechu:

(opis ponętnej młodej dziewczyny z wyższych sfer podczas przejażdżki konnej)
"Falująca aksamitna amazonka okrążała zad dobrotliwego zwierzęcia, okazując dyskretnie rąbek koronkowej halki. Rusałczany woal obłoczył się nad głowami obojga. Włosy jej w jeździe szumiały. Siedziała wygodnie, jak w krześle, giętkie młode piersi usunąwszy ku tyłowi. W jednej ręce igrała cuglami, w drugiej trzymała ledwie rozkwitłą różę, którą odpędzała się od zapachu końskiego.
- Dzięki Ci, Stwórco, że jestem młodą i piękną kobietą - szepnęła..."

***

"... i oczy jej nieufnie natknęły się niespodziewanie na piękną pieszą postać młodego rasowego człowieka w strzeleckim przebraniu sportowym..."

***

"Stefania zapłoniła się aż po białka, a nawet żółtka oczu."

***

"- Nie odjedziesz, nie, nie puszczę cię jedyna, o, choćbym miał zginąć trupem i cały paść martwy pod twe kolana. Ja cię pragnę i pożądam! - krzyczał martwo..."

***

"Snuła się jak cień filigranowy dawnego słońca po ciemnych starych komnatach dworku doryckiego, jak głos mogilny puszczyka, jak bielmo własnej prababki. (...) Czasem, bywało, uśmiechała się z nagła, klasnęła w dłonie i biegła do matki pokoju, gdzie pod łóżkiem stała zakuta skrzynia z kosztownościami rodu. Wtedy zza piersi wyciągnęła maleńki kluczyk i śmiejąc się cichutko jak dzwonek, stroiła się w nie do srebrnego miesiąca, czyli księżyca."

***

"- Nie wiesz, mamo - zwrócił się z zapytaniem do matki, słusznej damy pewnego wieku, po której znać było, że kiedyś była młoda - czemu Doryckich jeszcze nie widać?"

***

"- Maman zawsze, jak widzę, taka sama niepoprawna arystokratka. Teraz, mamo, są nowe prądy, nowe idee i ja jestem też ich zdania, kto wie, czy nie stanę się kiedyś bolszewikiem.
- Oczywiście, stosując swoje zasady do mężów pięknych żon - zaśmiała się gorzko hrabina. - Jaki ojciec, taki syn! - rzuciła przed siebie z buntem, a oczy jej z niebieskich stały się dumne, nieubłagane.
- Mamuś, ja proszę - rzekł Zenon nieco blady - zostaw umarłych, niech żyją w spokoju."

I tyle - na rozbudzenie ciekawości - bo warto książeczkę przeczytać. Rzadko kiedy trafia się tak doskonała technicznie parodia powieści z życia wyższych sfer.

21:09 - 2009-Aug-4 - comments {0}

Siekierezada

- Do nieba ta drabina, panie Tomala?
- Do piekła, panie Pratera.
- To do piekła też po drabinie się idzie?
- A jak pan myślał? Do nieba po drabinie w górę, a do piekła po drabinie w dół!
- Aha. Aha. To teraz już będę wiedział...

***

Dialog z filmu "Siekierezada" w reżyserii Leszczyńskiego, który z pewnością utkwi mi w pamięci na długo. Podobnie fragment dotyczący tego, czym jest droga. Zdałam sobie sprawę, że bardzo trudno jest zdefiniować pojęcia związane nieodłącznie z życiem ludzkim. Tracą przez to na znaczeniu, a więc w pewien sposób wypacza się ich istotę. Drogi nie da się zdefiniować, ale można na własnych nogach poczuć, jaka jest. Może nawet poczuć to, czym jest. Intuicjonizm? W pewnym sensie irracjonalizm: istnieją pojęcia niedefiniowalne... z definicji?

Dzięki podobnym filmom przynajmniej przez chwilę pragnę przełamać szkolny wstręt do poezji. Stachura, autor powieści, na podstawie której nakręcono film, był przecież poetą. Skoro widzi świat w tak świeży, a jednocześnie niepokojący sposób, może powinnam poświęcić nieco czasu na zajrzenie do tomiku jego poezji? Zauważam podobieństwo myślenia, a więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że naprowadzi mnie to na bardziej efektywny sposób wyrażania tego, co się we mnie dzieje. Drugi wniosek płynący z faktu podobieństwa duchowego jest smutniejszy: tacy ludzie rzadko dożywają starości. Zwykle popełniają samobójstwo o wiele, wiele wcześniej.

23:15 - 2009-May-21 - comments {0}

Zmęczenie

Syndrom nadchodzącej sesji - zmęczenie, jedno z najgorszych, bo nie za bardzo wiem, czym spowodowane. Niestety, podobne zmęczenie pojawia się bez powodu, przynajmniej bez jednego, wyraźnego powodu. Za dużo obowiązków przez zbyt długi czas? A jednak trudno powiedzieć, czemu akurat teraz mnie dopadło, skoro żyję w podobny sposób już od bardzo, bardzo dawna. Zmęczenie męczące, bo męczy zarówno praca  - ta ostatnio bardziej irytuje niż męczy, nauka - która nudzi, odpoczynek - ponieważ wywołuje poczucie winy, że w tym czasie mogłabym zrobić coś, co wisi nade mną niczym miecz Damoklesa, przykładowo jakieś zaległe tłumaczenie "Wojny galicyjskiej" Cezara. Chyba nadmiar oboawiązków zabija we mnie radość płynącą z chwil, kiedy mam mniej pracy i mogę odpocząć. Brzmi jak wyznania pracoholiczki, prawda?

Oddam pół królestwa i rękę księżniczki (i jedno i drugie mogę narysować, ale chociaż ładnie  rysuję) za wyjazd, długi, bez towarzystwa lub z góra jedną osobą. Nie martwić się, iść, dokąd nogi zawiodą. Spać pod chmurką lub w jakiś ruinach. Tłumaczenia Cezara, Neposa, deklinacje, magisterkę, korepetycje i kolokwia zostawić w domu. Na półce...? W koszu? Coraz większy kryzys, coraz mniej chęci do kontynuowania tego jarmarku wiedzy w mojej głowie.

Już teraz rozumiem jak musi się czuć kot trzymany siłą w mieszkaniu w bloku - mimo wszystkich wygód i jedzenia w miseczce chce się za wszelką cenę wydostać na podwórko. Choćby tylko po to, żeby na najbliższym skrzyżowaniu przejechał go samochód. Raz się żyje, nie?

19:53 - 2009-May-19 - comments {1}

Saligia, czyli siedem grzechów głównych

Siedem grzechów głównych znałam niemal od zawsze:

pycha
chciwość
zazdrość
gniew
nieczystość
nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
lenistwo,

jednak dopiero dzisiaj, czytając, a właściwie przeglądając album "Demony. Wizje zła w sztuce" uświadomiłam sobie, że kanon ten musiał skądś powstać - byłam pewna, że taki zestaw nie pojawiał się w Biblii, więc pozostała jedyna możliwa droga - tradycja.

Nie lubię się samotnie głowić nad problemami, więc wyciągnęłam telefon. Prezes. Chodzący pamiętnik intelektualny, o tyle lepszy od papierowego, że nie tylko gromadzi moje myśli, ale również je uzupełnia. Badamy więc wspólnie (każde u siebie w domu) historię siedmiu grzechów głównych, odkrywamy coraz to nowe fakty.

Po pierwsze, kanon powstał w średniowieczu. W VI w. papież Grzegorz I (św. Grzegorz Wielki) w swych "Dialogach" pisał o siedmiu grzechach śmiertelnych, które uporządkował od najlżejszego do najcięższego. Były to:

(1) luxuria (umiłowanie luksusu, co następnie przekształcono w żądzę)
(2) gula (a więc obżarstwo)
(3) tristia (smutek; w latach późniejszych został zastąpiony terminem acedia - lenistwo duchowe)
(4) avaritia (skąpstwo)
(5) ira (gniew)
(6) invidia (zazdrość)
(7) superbia (pycha).

Jest to dosyć specyficzny porządek, szczególnie, jeśli chodzi o zasadę porządkującą: grzechy zostały ułożone w ten sposób, by uzmysłowić ludziom, że najgorsze grzechy biorą się z samolubstwa człowieka (oczywistym jest więc, że najgorszym przewinieniem jest pycha: to ona spowodowała zarówno upadek Szatana jak i pierwszych ludzi - Adama i Ewy). Skrót SALIGIA oznacza wszystkie siedem grzechów naraz (oczywiście w źródłach łacińskich).

Kanon nie powstał przez przypadek, jako pomysł jednego tylko człowieka. Tworzenie spisów cnót i wad ma przecież długą tradycję, nie tylko chrześcijańską zresztą. Skoro jednak zajęłam się chrześcijańskim ujęciem, nie mogę nie wspomnieć o greckim teologu Ewagriuszu z Pontu, który w IV w. napisał dziełko "O ośmiu duchach zła", a także o św. Janie Kasjanie, który w V w. pisał już o ośmiu grzechach głównych, to samo zresztą robił wówczas i Prudencjusz w swej "Psychomachii". Kanon cnót zaś skrystalizował się jako przeciwstawienie wad: pycha - pokora, niewinność - żądza itd.

Prezes podesłał mi jeden z obrazów Hieronima Boscha, "Siedem grzechów głównych".



Cztery medaliony na rogach tego obrazu, który dawniej służył jako blat stołu, przedstawiają cztery rzeczy ostateczne (Śmierć, Sąd Ostateczny, Niebo i Piekło), centralne koło, podzielone na siedem nierównych segmentów, przedstawiają grzechy główne. I wszystko byłoby idealnie, gdyby Prezes nie odkrył, że zamiast acedii Bosch użył innego słowa, a mianowicie: accidia. Tylko czy upadek może być grzechem?



Na osłodę życia coś, co ukochałam dawno, dawno temu, czyli
"Siedem grzechów głównych"
w wykonaniu Kaczmarskiego i Gintrowskiego:

Wielkich upadków więcej widzieliśmy, niż wzlotów
Byliśmy oczywiście na uczcie Baltazara,
Uczyliśmy się mowy zwycięskich Wizygotów
Na służbie ostatniego przepiwszy żołd Cezara.
Przeżyliśmy Rolanda, by świadczyć śmierć Karola,
Pozostałościom mocarstw nie oczekiwać łaski.
Razem z Ludwikiem Świętym widząc się w aureolach
Wyrzygiwaliśmy krew w jerozolimskie piaski.
Co było wszechpotężne - zdaje się niedorzeczne.
Gdzie słodka woń Arabii? Gdzie tajemniczy Syjam?
Religie tysiącletnie też nie są dla nas wieczne
I demokracja kwitnie, dojrzewa i przemija...

A nas wiedzie siedem demonów, co nami się karmią:

Na przedzie pycha podąża z tańczącą latarnią,
Chciwość wczepiła się w siodło i grzebie po sakwach,
Broi pod zbroją lubieżność, pokusa niełatwa.
Bandzioch domaga się płynów i straw do przesytu,
Wabi rozkoszne lenistwo do łóż z aksamitu,
Gniew zrywa ze snu i groźbą na oślep wywija,
A zazdrość nie wie, co sen i po cichu zabija

Tak zbrojni w moce na które nie ma lekarstwa
Stawiamy nadal i obalamy mocarstwa.

Każdemu więc z imperiów bezsprzecznie zasłużeni
My - ludzie pióra, miecza lub zajęczego lęku
Jesteśmy grabarzami swych własnych dzieł stworzenia,
Zajęczym lękiem niszcząc je, mieczem lub piosenką.
Samotnie wędrujemy po dawnych bitew szlakach,
Którymi dzisiaj rządzi chwast, kamień lub jaszczurka.
Wierzchowiec się potyka bo ciąży mu kulbaka
I jeździec w pełnej zbroi błądzący po pagórkach.
Jesteśmy jak zwierzęta - z rytmami śmierci zżyte,
Choć człowiek w nas - do Nowej wciąż prze Jerozolimy;
Więc nastawiamy ucha na echa nowych bitew,
Bo wiemy, że na pewno je w końcu usłyszymy...

I wiedzie nas siedem demonów, co nami się karmią:

Na przedzie pycha podąża z tańczącą latarnią...

Tak zbrojni w moce, na które nie ma lekarstwa
Będziemy nadal stawiać i zwalać mocarstwa.

23:53 - 2009-May-16 - comments {3}

The Chemical Wedding

Film, po którym miałam się niewiele, według słów Olki, spodziewać. Niestety - miała rację. Jak na film o Crowley'u, nakręconym przy współpracy dwu zakonów, efekt finalny raczej drażni niż cieszy. Kiepska historia miłosna na tle kiepskiego thrillera...

Dzisiejszy wieczór najpewniej spędzę nad łaciną, więc nie czaruję się, że będę miała wiele czasu na obejrzenie czegoś interesującego lub doczytanie Stasiuka. A może jednak? Zobaczę.

Ten blog zaczyna przybierać kształt pamiętnika intelektualnego. Opisuję, co widziałam, co przeczytałam i jakie to we mnie wrażenia wywołało. Chyba tak właśnie wyglądają ostatnie tygodnie mojego życia - skupiam się raczej na wartościach estetycznych niż konkretnych wydarzeniach, te dzieją się jakby obok, wydają się nieistotne. Nie dzieje się też, przyznaję, nic szczególnie ciekawego. Ot, wyjazd na konferencję naukową, kilka dni na uczelni, jakieś kolokwia, znów wyjazd, tym razem wycieczka w góry... Może zabrzmi to dziwnie, ale przyzwyczaiłam się do podobnego stanu rzeczy - a jednak czekam na moment, który przełamie tą rutynę.

10:03 - 2009-May-15 - comments {0}

Muzyka i proza

Wracam do wcześniejszych opowiadań Stasiuka, do "Murów Hebronu" napisanych po pobycie w więzieniu, przeczesuję okoliczne księgarnie w poszukiwaniu innych jego książek. Dawna intuicja, którą dopiero niedawno udało mi się zwerbalizować: istnieją książki, które należy czytać przy muzyce - muzyce, oczywiście, odpowiednio dobranej, gdyż zyskują przy tym nowe, niezauważane wcześniej treści: tak jakby dźwięki płynące z zewnątrz uwrażliwiały na "drugie dno" prozy. Nie wiem czy podobnie dzieje się w przypadku poezji, może tą funkcję przejęła po prostu poezja śpiewana? Jedno wiem na pewno: Stasiuka czytywać będę, słuchając ścieżki dźwiękowej do filmu "Bandyta" skomponowanej przez Lorenca. "Taniec Eleny" i "Mro Iło" są motywami jakby stworzonymi do tego typu prozy, choć trudno powiedzieć, co czemu towarzyszy - czy proza muzyce czy muzyka prozie. Melodie te, odkąd towarzyszą lekturze, nabierają również innego znaczenia...

***

Pisać pięknie o miłości potrafi niemal każdy.
To banalne.
London. Dostojewki. Stasiuk.
Wszyscy oni brutalną brutalność życia potrafią oblec w szaty poezji.
Niech ktoś ich spróbuje w tym aspekcie pobić.

10:19 - 2009-May-14 - comments {0}

Wino truskawkowe - magia codzienności

Obejrzawszy kilka dni temu "Wino truskawkowe" w reżyserii Jabłońskiego wróciłam po raz kolejny do świata magii codziennej. Nie wierzyłam, że można sfilmować w taki sposób prozę Stasiuka, aby nie uronić ani kropli ze specyficznego jej klimatu. A jednak udało się.



Uwielbiam filmy, których nie potrafię przyporządkować do określonej kategorii. "Wino..." do takich należy - nie jest ani filmem obyczajowym, nie opowiada wyłącznie o miłości, ani o zbrodni, ani o karze - opowiada... o życiu? Słowo na tyle pojemne, że zmieści się tam cała jego magia, zwyczajność, słodko-gorzki smak i swoisty niepokój, który wywołują we mnie filmy na wskroś prawdziwe.


10:00 - 2009-May-14 - comments {0}

Opis Bloga
Dekalog? Czemu nie? Radzę przeczytać na wstępie kilka słów wprowadzenia niż później żałować czasu zmarnowanego na czytanie całej reszty bzdur. (1) Szukasz mądrych, przemyślanych wypowiedzi, lepiej od razu stąd wyjdź - i nie wracaj! (2) Chaos jest porządkiem moich myśli, nie doszukuj się w nim niczego ponad to, co zdołasz dostrzec. (3) Co znajdzie się na blogu? Kto jest w stanie przewidzieć, co zainteresuje mnie jutro, za tydzień, rok? A więc jedno jest pewne: będzie to z pewnością coś, na czym skupię swą uwagę przynajmniej przez moment. (4) Jeśli sądzisz, że wpisy będą pojawiały się regularnie - jesteś w błędzie. Systematyczność nie jest, nie była i nigdy nie będzie moją mocną stroną. (5) Nigdy nie mów nigdy? (6) Oby pytanie 'co autorka miała na myśli?' nigdy nie zaprzątało Twej uwagi. (7) Za utratę, nadszarpnięcie, przypadkowe uszkodzenie Twoich złudzeń, przekonań nie odpowiadam. Wychodzę z założenia, że każdy powinien dbać o własne i pielęgnować je w miarę możliwości. (8) Nie toleruję: głupoty, bezmyślności, błędów ortograficznych, smaku kokosu oraz chamstwa. Dokładnie w tej kolejności. (9) Komentarze są mile widziane. O ile wnoszą coś nowego. Koniec. I kropka* (*bo zdania w języku polskim zaczynamy dużą literą, a kończymy wspomnianą kropką)

«  July 2010  »
MonTueWedThuFriSatSun
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Start
User Profile
Archiwum
Przyjaciele

Ostatnie Wpisy
- Herodot - Dzieje
- Krótko
- Kuracja religijna
- Na ustach grzechu
- Siekierezada

Przyjaciele